2010 Marzec | Bóg nas nienawidzi

Majka

Fruwam, niewiele brakuje, a wyrżnąłbym głową w sufit.

Wczoraj miałem odczyt dla młodzieży w domu kultury, nauczycielki przytargały przede mnie swoich najzdolniejszych. Najzdolniejsi mieli ciuchy za więcej, niż kiedykolwiek zarobiłem na nakładach, bicepsy, miniówki, dekolty takie, że można łeb wepchać po uszy. Bredziłem o słowie, a w głowie strzelały mi race sprośności. Nie mogę, napominałem siebie, nie dla ciebie ta miękkość i brzuchy płaskie. Gadałem. Chcieli o moim stypendium. Trzy lata w Kalifornii. Jakoś odbębniłem.

Młodzież  się rozpierzchła. Nauczycielka dogoniła mnie w drodze na drinka.

Na oko świeżo po studiach, płaszczyk, obcasy. Dziękuję panu, że pan czas znalazł dla mojej klasy. Nie ma kłopotu naprawdę. Pani już do domu?

…czytaj dalej notkę "Majka"



”Jak zaruchasz, kupisz mi coś dobrego”, radził łysy kumpel. Jego świecąca glaca kojarzy się z Charliem, zainteresowania masturbacyjne również i tu możemy zatrzasnąć katalog podobieństw. Na pewno nie trzepie się w biurze i gdyby walił pornogwiazdki, czyniłby to dyskretniej. Spojrzałem w jego mokre oczy i wiem, kto jak kto, ten gość umie sprawić, że jego żona przyzywa w sypialni wszystkich świętych.

Ruchać  jak trzeba, to sztuka.

Ruchanie jest częścią mechanizmów obrony.

…czytaj dalej notkę "Cenna rada Hurt Lockera"

Kiedy Ania była w ciąży z Filipem, nalegałem, żeby przyjechali do mnie; teraz rozumiem, że myślałem tylko o sobie, wydawało mi się nawet, że napędzany świeżą parą ojcostwa coś zmienię i amerykański sen obsypie mnie zielonym deszczem. Ania się wściekła: „bo nie będę kibli sprzątać, a dziecko nie pójdzie do szkoły z Murzynami”.

Nie sprząta, Filip nie poszedł, pójdzie, ale tutaj, między amfę  i dresy. I dobrze, Kalifornia nie jest dla dzieci.

Zaciągnijcie swoje na plan pornosa albo do ministrantów. Już będzie lepiej.

Napatrzyłem się za barem i trotuarem że hej: każdy pijak nad Jackiem i snackiem jest pełen uczuć do swych bachorów, pełniejsza będzie tylko jego następna szklanka. Pytałem i słyszałem to samo: mój William, Abby, Seth są jak małe słońca, dzięki nim rośnie trawa, można się ogrzać i wystawiać twarz do wiatru.

Najpiękniejsze słowa o dzieciach mówią pijani ojcowie w Kalifornii, tak sobie myślałem, aż nie poznałem pijanych w trzy dupy matek.

…czytaj dalej notkę "Najważniejsza w życiu"

O nienawiści powstaje za mało książek; my pisarze, łżemy na potęgę.

Piszemy pięknie i grubo, jak warto kochać, sobie pokochać czy nawet zamoczyć przelotnie, zbijamy całe tomy o niespełnieniu serca, jakbyśmy wszyscy urwali się z songów Julio Iglesiasa – gdyby całą słodycz z książek zmienić w lukier, Ziemia stałaby się pączkiem dyndającym w zimnie kosmicznej beznadziei.

Chcecie wiedzieć, jak jest naprawdę?

Napędza nas nienawiść. Bezrozumna złość, jakby golnąć sobie setkę  wściekłej krwi. Zeżreć jadowitego węża. Są noce, gdy śnię o miastach zmienionych w wypalone jary i atomowej zimie, wielkiej czapie zatrutego śniegu bez jednego człowieka w polu widzenia. Przysięgam, gdybym dorwał czerwony guzik, wiedziałbym, co robić. Pisanie o miłości w tym stanie to niezły karambol.

Mamy rację. Ja mam.

Zapytajcie Hanka, to Wam powie.

…czytaj dalej notkę "Hank wie"