Nasze życia są takie same, powiedział mi Hank w Kalifornii.
Działo się to dawno temu. Dzieliły nas portfel i bar.
-Ty i ja to jedno. Dzieli nas tylko bar – powiedział, grożąc mi palcem, jakby szykował się do rzucenia klątwy.
Odpowiedziałem mu, że jest urżnięty, a gadaniem bzdur nie poprawi mi parszywego nastroju. Hankowi kręcili filmy, których mógł nienawidzić, świat rozkładał przed nim nogi w procę i wręcz zachęcał do pływania w szklance whisky. Hank pracujący, to coś niedorzecznego.
Ja mogłem nakręcić sobie najwyżej nocną zmianę, świat owszem, nogi rozkładał, ale potem chciał dolarów za każde klaśnięcie, z pływaniem mi nie szło, za to mogłem się z gracją podtopić.
-Ludzie kochają. Ludzie się kłócą, starzeją, muszą umrzeć, są zdrowi, chorzy, smutni albo weseli – powiedział mi wtedy – różnimy się tylko pierdołami. Na przykład, ty jesteś młody, ale ja miałem więcej kobiet.
Nic, tylko polewać.
-To dramat – gadał – bo nic nie cieszy tak jak prezenty. A nie możemy nikogo obdarować, bo jak, skoro mamy to samo. Identyczne życia. Marzenia i smutki. Masz wszystko, co ja. Mniej wstrząśnięte, bardziej zmieszane. Nie mogę dać ci prezentu, a pewno poczułbym się lepiej.
Napiwek wystarczy. Niech mi zafunduje kolejkę.
To było tak dawno temu, ale pamiętam dokładnie.
-Zazdrościsz mi? – pytał. Zaraz rozwijał swoje życie przede mną, słodko gorzkie, wesołe, ledwo przyprawione tragizmem, pewno dlatego był tak potwornie smutny. Nieszczęścia zmieniają nas w wesołków.
Potem dopił, zamówił drinka, zamiast golnąć: postawił przede mną.
Uśmiechnął się jak Ciasteczkowy Potwór, który właśnie wsunął całą tacę haszyszowych krakersów. Wyjął studolarówkę, coś na niej nabazgrał, zawinął w monetę, wrzucił mi do drinka i polazł.
Miałem pójść za nimi i kazać mu zeżreć szklankę.
Hank wcinający szkło, aż mu się uszy trzęsą. To jest to.
W zamian, przelałem whisky do innej szklanki, quotrę zaraz wrzuciłem do puszki z napiwkami, rozprostowałem studolarówkę, by sprawdzić co tam nasmarował.
Ma pismo orangutana rażonego prądem.
A jednak to napisał:
DAJĘ CI MOJE ŻYCIE
Co za różnica, myślę sobie teraz, nad niemal gotową książką. Stary. Co za różnica?
Zdjęcie: Telstar Logistics, udostępnione na licencji CC - oryginał Philosophers Club.










To jest ładne.
Pachnie przepoconą koszulką zalaną whisky.
Pozdrawiam chłodno – bo za ciepło na ciepło.