2010 Maj | Bóg nas nienawidzi - Part 2

Nasze życia są takie same, powiedział mi Hank w Kalifornii.

Działo się to dawno temu. Dzieliły nas portfel i bar.

-Ty i ja to jedno. Dzieli nas tylko bar – powiedział, grożąc mi palcem, jakby szykował się do rzucenia klątwy.

Odpowiedziałem mu, że jest urżnięty, a gadaniem bzdur nie poprawi mi parszywego nastroju. Hankowi kręcili filmy, których mógł nienawidzić, świat rozkładał przed nim nogi w procę i wręcz zachęcał do pływania w szklance whisky. Hank pracujący, to coś niedorzecznego.

Ja mogłem nakręcić sobie najwyżej nocną zmianę, świat owszem, nogi rozkładał, ale potem chciał dolarów za każde klaśnięcie, z pływaniem mi nie szło, za to mogłem się z gracją podtopić.

…czytaj dalej notkę "Hank i ja. Dziedzictwo"



Kim ja jestem? Jesteśmy.

Jesteś.

Myślę o sobie i o Hanku, właśnie w tej chwili. Gdyby tylko dało się rozłożyć człowieka na funkcje, mielibyśmy odpowiedź. Ale nie można. To co pomiędzy się liczy. Tam skarby są za tęczą, albo i nic.

Hank jest pisarzem, choć pisał ledwo co. Mężem, ale bez żony. Ojcem, czyli kumplem. Przyjacielem, znaczy pijakiem, co nie odróżni człowieka od kieliszka. Kochankiem, który nie kocha. A ja to co? Jestem kometą z jego galaktyki, oddechem wymarłych światów.

Wczoraj spotkałem panią komunistkę, muzę wielkanocną, Magdę Magdalenę, co seks uprawia w zgodzie z kalendarzem liturgicznym. Zaraz wylądowaliśmy u mnie. Magda Magdalena uwielbia dżin. I mnóstwo kwiatów. Jest z krainy zapachów. Mądra nawet w miłości. Powoli, tak prosiła, nie spiesz się mój miły. Już nie ucieknę. Chwyciłem za biodra. Nie uciekniesz. Zadzwonił telefon.

…czytaj dalej notkę "Zły duch"