Wróciłem od syna. To przywilej ojców dochodzących: zasypią prezentami, zgarną radość z tygodnia. Może to i sprawiedliwe. Nawlokłem mu żołnierzy, samochodów, dinozaurów. Rozłożyliśmy się w stołowym, by jeździć i toczyć plastikowe wojny. Ożyły zabawki, ryczały smoki. Brzmiał warkot silników. A mały potrzaskał mnie tak, że nie wiem.
Odłożył tyranozaura, błysnął mądrym okiem.
„Tato, chciałbym być taki jak ty.”
„Dlaczego?”
„Bo będę duży.”
„A czemu chcesz być duży?” – przysunąłem się, ale nie chciał, żebym go uściskał.
Rzekł głosem człowieka dorosłego:
„Bylibyśmy kumplami.”
„Jestem twoim tatą. Nie mogę być twoim kumplem. Rozumiesz? Kumplami będziemy kiedyś, w przyszłości.”
A on wypadł do przedpokoju i dalej, próbował włożyć mojego buta, narzucił kurtkę. Porwałem go na ręce. Wierzgał.
„Ja chcę teraz!”
„Czemu teraz? Wszystko ma swój czas.”
Postawiłem małego w pokoju. Zaraz kopnął zabawki. Karetka przekoziołkowała mi pod buty.
„Ale chcę Hanka!”
Zbaraniałem. Zapomniałem o kopniętych zabawkach, widziałem tylko tę przejętą buzię. Oczy wyglądające niemożliwego.
„Tygrysku, a na co ci Hank?”
„Żeby się z nim bawić.”
Uśmiechnąłem się łagodnie. Przynajmniej miał być to łagodny uśmiech.
„Hank ma córeczkę, wiesz o tym. Więc może pobawiłbyś się z Be…”
Tupnął nóżką. Jak zawsze, gdy musi coś dostać.
„Ale ja panie!”
„Ty co?”
„Panie i koko”
Minęła chwila, nim skojarzyłem, o co mu biega. Żadne panie przedszkolanki, żadne małpy pluszowe. Tylko Hank. Hotel Chelsea, piosenka Leonarda Cohena.
„Czy ty wiesz co mówisz?”
„Że fajne.”
Objąłem go, jakoś się dał.
„Mrówkolwie mój. Są rzeczy, różne rzeczy, które nie są ani dla Mrówkolwów, ani dla Tygrysków.”
„Dlatego ja nie chcę być Młówkołwem! Ja chcę być duży! Bawić z Hankiem! Hank bawi się najfajniej na świecie.”
Chciałem go pogłaskać po głowie. Odtrącił rękę. Taki gniewny.
„Kto ci tak powiedział?”
„Maciek. I Hania też mówiła, a potem poszedłem do mamy i…”
„Już widzę jak się ucieszyła.”
„Wymemłany, mama powiedziała. Wymemłany tata.”
I tak dinozaur, żywy jeszcze przed momentem, przemienił się w kawałek plastiku, samochody umilkły i nie zdołaliśmy ich ożywić, cały Dzień dziecka zmarł bezpowrotnie. Nie zdołaliśmy go wskrzesić. Mój syn chce być jak Hank, chce bawić się jak Hank, choć nie ma pojęcia, że to żadne igranie pluszowym karzełkiem. Skądś wie, że to najlepsza zabawa świata, a ja jestem przerażony. Wykapany tata.
Bo wiem, jak naprawdę dokazuje Hank.
Zobaczcie. Mały wie co mówi.
Zdjęcie: massdistraction, udostępnione na licencji CC - oryginał miniature dragon monster.










Bo Hank nie jest do zabawy