USA. Meeting Lew Ashby | Bóg nas nienawidzi

Pojechaliśmy odwiedzić Lew Ashby’ego. Hank, poruszony nastrojem, spytał: „jak chciałbyś umrzeć?”

Niektórzy pragną, by kostucha przyszła nagle. Puk, puk, uśmiecha się trupia szczęka i mówi: „Oj, Heniu, ja tym razem nie po chomika”. Zawał, najlepiej we śnie. Cegła strącona z dachu. Kula zamachowca. Wielki wybuch. Znikam w wielkim obłoku strachu, ale bez żadnej myśli.

Hank ma łatwiej – jest bowiem przekonany, że nie umrze nigdy. I może mu się to udać.

Niektórzy, zwłaszcza chrześcijanie domagają się rozsądnej celebracji. Każdemu życzą długiej choroby, HIV, rak, mordęga starości. Ma to swój sens. Dotknięty powolnym, świadomym umieraniem mógłbym załatwić niedokończone sprawy i zadośćuczynić ludziom, których skrzywdziłem. Zrobić jeszcze coś dobrego. Poszukać spokoju, zgody na koniec. Boję się, że ta nie przyjdzie i zdechnę zamiast umrzeć, wyjąc w pościeli.

Widziałem grób Ashby’ego, pijany golfista zastygły w ruchu, z gustownie sterczącym prętem. Wybija piłkę w wieczność. Nigdy mu nie opadnie.

Zmarł z pianą na ustach, w drgawkach, przypadkowo.

Ale wiedział, że ona przyszła. Wróciła do niego. To najlepszy moment, żeby umrzeć. Powrót ukochanej. Potem przychodzi życie, nowe dramaty i kłótnie. My, ludzie, łatwo obnażamy kły, szarzejemy. Ta chwila powrotu jest najlepszym, co mogło go spotkać, nic później nie miałoby takiej siły.

Pomyślałem, że oddałbym swoje życie za taką śmierć. Hank w tym czasie poczęstował Lew solidną porcją whisky.

Zdjęcie: erika.tricroche, udostępnione na licencji CC - oryginał grim reaper.

Jedna odpowiedź do wpisu “USA. Meeting Lew Ashby”

  1. Edwin pisze:

    Przydałaby się notka o Mii, ciekaw jestem co u niej słychać.
    Dobrze by było, napisać trochę poglądach Hanka, jego opiniach, zdaniach. Całkiem ciekawie może to wyglądać.
    Czekam na następne noty.

Zostaw odpowiedź

Spam Protection by WP-SpamFree Plugin