W tym roku na cmentarzach królują leginsy, ilustrując odwieczny problem przyczyny i celu. Przyczyna jest prosta, chcemy się podobać, nie wolno za to nikogo winić. Cel z kolei mglisty. Wszystko byłoby w porządku, gdyby chodziło o pobudzenie zmarłych – niestety, nawet najzgrabniejsze pośladki na świecie nie podniosą nikogo z grobu. Nie słyszano też, aby drinki wychylane ze zniczy pomogły komuś, kto już nie żyje – a i żywym pomagają średnio. Tradycja zresztą, nomen omen, umiera, bo z dzisiejszych zniczy pić trudno, nie dają też tyle ciepła, co świeczki wbijane dawniej prosto w uświęconą ziemię.
1 listopada świętują ci, którzy rzeczywiście mają powód do świętowania – mamy przecież bal wszystkich Świętych. Dwa dni wcześniej świętują żywi, coraz huczniej adaptując amerykański zwyczaj. I tylko ci, o których zapomniano, są zapomniani nadal, ktoś jeszcze w ogóle wie, co to dzień zaduszny?
Po raz pierwszy pojawiła się w rozmowie z Hankiem w Kalifornii, kiedy przekazywał mi swoje dziedzictwo. Potem mówił o niej Przemek, chcąc, bym tu w Polsce obsypał go Kalifornią.
Na Dzień Dziecka opublikowaliśmy jej pierwszy fragment, potem drugi, kilka dni później zaczął się konkurs. Nawet przy okazji Mistrzostw nie potrafiliśmy o niej zapomnieć.
Książka Hanka, Hank w Polsce, polska w Kalifornii. Poleciałem tam, przywiozłem ją tutaj. Hank się spił, potem spiliśmy się razem, spotkałem Karen i Beccę, obudziliśmy na chwilę Lew Ashby’ego świętowaliśmy z Charliem i Marcy.
Wszystko to nic, mały wycinek świata, w którym, jak mówił Hank, coraz trudniej cokolwiek odnaleźć. Dobrze, że można znaleźć książkę. Szukajcie jej zatem, bo ona (on) szuka Was.W Empikach, w Merlinie, w księgarniach, wreszcie – tu na blogu. Cena z okładki, przesyłka gratis.Hank Moody.
„Bóg nas nienawidzi”
Książka, która przemienia.
Henryk Klima: Jak leci?
Hank Moody: Jak struś, kolego. Jak struś albo czołg.
Ostatnio latano czołgiem.
Hank: Gdzie, przepraszam?
W „Drużynie A”.
Hank: No widzisz, skoro takie rzeczy się dzieją, nie mogę być spokojny.
Wiesz, ludzie myślą, że masz dobre życie.
Hank: Nikt nie ma. Właściwie nie umiem znaleźć na to sposobu. Uważam, że mam gorzej niż więzień z dożywociem, niż głodujący człowiek w jakichś pieprzonych Chinach.
Wybacz, ale teraz pieprzysz od rzeczy.









